Niech ktoś zgasi to światło...
Jestem na siebie wściekła, że po raz kolejny dałam się nabrać na swój opętanizm. Że nie trzymałam na wodzy tego, co powinno być na niej trzymane. Znowu zakradło się od tyłu i zamknęło i oczy, i uszy, i usta. I nic nie widzę, i nic nie słyszę, i nic powiedzieć nie mogę. Mdli mnie jedynie, codziennie nawet, od wewnętrznego splugawionego natężenia.
Leżę, obezwładniona, na łopatkach. Leżę i oddycham tylko - myślami zachłannymi, burzowymi, łapiąc każdą najmniejszą cząstkę światła.
okruszeczek 2011-02-07 23:39:32
skomentuj (1)
Niebywałe
Skąd to się wszystko bierze?
Te wszystkie nagłe napływy niezdefiniowanych uczuć...
Pewne rzeczy, mimo swojej niemożliwości, nie chcą dać spokoju.
Precyzyjny proces sublimacji działa, szkoda, że zawsze prowadzi do tej samej konkluzji.
Nałożyłam na siebie pancerz i nawet nie wiem, w którym momencie zaczęłam nosić go na codzień. Zostało mi to ostatnio uświadomione. Czuję się teraz troszkę jak filantropijny i nieco naiwny rycerz w zaciężkiej zbroi.
Stoisz, patrzysz i nie widzisz. Dziwne.
Wstawanie jest najtrudniejszą częścią spadania, bo
wstając, przechodzisz długą drogę, przemierzasz różne horyzonty. Jednak, gdy
już stoisz, pojawia się zagrożenie, że za chwilę zdepczesz to, co jeszcze przed
chwilą leżało obok Ciebie. Dlatego najlepszą pozycją jest półprzysiad, to tak
zwany "złoty środek". Niestety w tej pozycji długo nie wytrzymamy,
dlatego w drodze z dna na powierzchnię tak często pomijamy balansujący między
nimi złoty środek. A przecież warto o nim pamiętać. W związku z tym, gdy
zaczniesz przechodzić przez proces "wstawania", zatrzymaj się w pół
drogi, to jedyna okazja na zasmakowanie rozkoszy życia. Zabawne, że mamy na nią
szansę jedynie wówczas, gdy spadamy lub wstajemy.
okruszeczek 2010-12-14 23:57:15
skomentuj (1)
Niepostrzeżenie umyka nam życie nasze przewrotne
Niedawno skończyłeś siedem lat staruszku... zobaczysz, zanim się obejrzysz, dobrniesz do granicy lat 25, a wtedy już nie będzie tak beztrosko. Swoją drogą kto by pomyślał, że wytrwam tyle z Tobą... a może Ty ze mną.
Chciałabym chociaż przez jeden dzień zostać wyłączona z biegu czasu. Tak, żeby nieznośne "cosie" nie ciążyły mi tam, gdzieś w mej immanentności. Bez zmartwień i zbędnych balastów. Poleżeć tak w domku, przed kominkiem, myśląc jedynie o bzdurkach. Tak przez jeden dzień niczym się nie przejmować i nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnie. A chodzi mi jakiś szkodnik po głowie, psuje tam i nie daje spokoju. Jak namierzę, to zatłukę bydlaka!
Dzisiaj spotkało mnie coś niezwykle miłego i zaskakującego. Uwielbiam takie niespodzianki, którymi zaskakuje nas życie. Chociaż czasem wydaje mi się, że mam na tyle bujną i rozbudowaną wyobraźnię, że nic mnie już nie może zaskoczyć, a zatem nic miłego nie może spotkać. Tymczasem wyobraźni, na szczęście, jeszcze wiele brakuje do doskonałości.
Właśnie sobie uświadomiłam, że do mej skromnej egzystencji ostatnimi czasy wkradła się przyjemna rutyna w postaci poniedziałkowych koncertów The Hangovers. Skoro nie mam normalnej pracy, to przynajmniej stałam się częścią względnej subkultury zwanej "drama groupies" (tu macham do "Sofiji").
Ot i wyszła niefilozoficzna notka, pierwsza od dawien dawna :)
okruszeczek 2010-12-05 01:15:07
skomentuj (0)
Kanibale
Czasem bywa i tak, że doskwiera nam brak czegoś, zżera nas od środka, chociaż nie... najpierw delikatnie podgryza, drażni wewnętrzną stronę duszy... aż w końcu zaczyna nas to irytować. Miotamy się sfrustrowani lub rozmarzeni... jacyś tacy bipolarni. Najgorzej jest wówczas, gdy nie potrafimy zindentyfikować owego "braku czegoś", a może po prostu nie chcemy tego nazywać, by nie stało się imiennie naznaczone i trywialne. Pogoń za królikiem zawsze jest najlepsza.
Tęsknię, ale nie wiem za czym i może lepiej niech tak zostanie.
okruszeczek 2010-11-28 01:12:34
skomentuj (0)
No regrets?
System wyparcia znów zawodzi...
Zachowuję się cyklicznie...
Popadam w przyzwyczajenie błędnego koła.
Jestem już zmęczona niebyciem.
Kretynizm zadomowił się w mej głowie.
Zdaje się, że nie mam już siły.
Od ściany do ściany, w pokoju bez okien, w życiu bez drzwi, w świecie bez klamek.
Asertywność za bardzo wkradła się w egzystencję.
Niespokojnie, mętnie, bez rewerencji do samej siebie.
Zatracenizm.
Stop.
okruszeczek 2010-10-02 22:49:34
skomentuj (1)
Bezciebie
Już od jakiegoś czasu trwa bezciebie.
Długa droga za nami.
Na początku było ciężko i płaczliwie nawet.
Potem przyzwyczaiłam się do bezciebie i zapomniałam, że bezciebie potrafi doskwierać.
A teraz? A teraz wezbrało się ciebie we mnie i przelewa się, to immanentne życiodajne naczynie jest za małe.
okruszeczek 2010-08-15 23:48:33
skomentuj (0)